Najbardziej nie lubię szukać swojego wewnętrznego głosu. To takie ładne określenie, a jest tak bardzo wymagające. Chyba nie mam go po prostu, tego własnego głosu, skoro tak bardzo wpływa na mnie to, czego teraz słucham, co teraz widzę, co zjadłam i co mam ochotę zjeść.
Za bardzo myślę i skupiam się na seksie, gdy mi go brakuje, a za bardzo myślę o pracy, gdy seksu i jedzenia mam pod dostatkiem. Nie umiem wyłączyć pewnych bodźców, a może łatwiej byłoby mieć z tyłu głowy konstrukcję na wzór skrzynki z korkami do wyłączania przepływu prądu w konkretnym miejscu. I wtedy wystarczyłoby przestawić pożądany włącznik i już byłabym cała oddana swemu zajęciu. Chyba też muszę się dostosowywać za bardzo do świata, albo może w tym nie ma nic złego, tylko ja mam z tym problem i stawiam opór, może niepotrzebnie. Może wcale nie potrzebuję mieć swojego wewnętrznego głosu? Ani wewnętrznej myśli? Ani pragnienia, potrzeby.
Może wystarczyłoby rozpisać sobie plan, żeby 8 godzin pracować, 8 godzin bawić się i 8 godzin spać, jadać o tych samych zawsze godzinach, odpowiedni stosunek wartości kalorycznej do węglowodanów, do sodów, do potasów, żelaza, magnezu, bez trujących trucizn i konserwantów. Sama natura, najlepiej eko zapakowana w papier makulaturowy zrobiony z gazety na którą może kiedyś zesikał się bezdomny albo jego pies. Maliny, truskawki, surowe i zdrowe. Żadne jagody goji. Miód zamiast syropu z agawy. Kanapka zamiast sandwicza. Odpływam za bardzo, ale nie wiem w którą stronę; czy teraz mówię z trendem, czy pod trend, czyli nadal trendy, ale inaczej, bo bardziej hipsterowo. Czy powinnam zrobić zdjęcie na insta, że piszę? I zamiast tego nigdy nie skończyć tej pierdolonej książki…
Przecież dziś najlepiej sprzedają się celebransi wyssani z palców wizjonerów marki, pseudointelektualistów, którym się po prostu poszczęściło. We Wrocławiu nie ma dobrego pijarowca. Jeśli już kogoś takiego szukać to tylko w Warszawie. A czemu? Bo jak ci nasi lokalni mieliby być dobrymi pijarowcami, albo żeby w ogóle byli byle jacy, ale rozumieli istotę publicznych relations, jak oni mają to wiedzieć, jeśli tutaj nie ma nawet rynku zbytu na ich usługi? Otaczają nas firmy zombie, albo firmy wydmuszki, albo firmy które widzą tylko ten pieniądz, co leży na stole. A jeśli są ci, którzy chcą coś fajnego zrobić – zadzwonią do Warszawy, bo we Wrocławiu nie ma dobrych pijarowców.

COMMENTS